Jak hartował się swag czyli historyczny lans

Lans towarzyszy nam od początku. Próżność, pycha, a przede wszystkim chęć zaimponowania jest nieodłącznym elementem społecznych interakcji. Dlatego nic dziwnego, że w historii znajdziemy wybryki, przy których ociekające złotem teledyski raperów to nagrania Teletubisiów, i to na dodatek śpiących.

1 Teletubisie

Dlaczego ktoś chciałby nagrywać śpiące Teletubisie, to inna kwestia.

Wjazd na bogato

Prawdziwy swag można poznać na pierwszy rzut oka. Tak było u Jerzego Ossolińskiego, polskiego magnata i urzędnika służącego Janowi III Wazie. Król wysyłał go wszędzie tam, gdzie potrzebne było zrobienie dobrego wrażenia, nakłonienie do sprawy polskiej lub wygranie bitwy rapowej na freestyle (to ostatnie niepotwierdzone, ale niezwykle prawdopodobne).
Gdy Królestwo Polskie szukało w 1633 odpowiedniego posła na dwór papieża Urbana, pierwotnie wybór padł na opata jędrzejowskiego Stanisława Reszkę, ale nasz bohater powiedział (ponoć) „Juruś, skarbie, wiesz, że cię szanuję, ale może pokażę ci, jak się to robi.” I pokazał, bo jego orszak liczył skromne kilka tysięcy ludzi, wystrojonych w najlepsze szaty i dosiadających pięknych ogierów, 22 wozy okryte drogim suknem oraz 10 wielbłądów.

2 Wjazd Jerzego Ossolińskiego do Rzymu

„Wielbłądy – Ferrari wśród parzystokopytnych.”

Na przedzie tegoż orszaku służący prowadzili na złotych łańcuchach 5 koni z siodłami wysadzanymi drogimi kamieniami. Dla spotęgowania lansu, konie miały specjalnie luźno przymocowane złote podkowy, więc w trakcie przemarszu drogocenne podkucia leciały gęsto w tłum. Pójście na paradę i otrzymanie złotej podkowy to chyba podwójne szczęście?

Napad na Circus Maximus

Nikt nie mógł się jednak równać pod względem prawdziwego lansu na wejściu ze starożytnymi Rzymianami. Generałowie, zdobywcy, a z czasem i władcy mieli prawo do triumphus, czyli tryumfu. W czasach republikańskich nie były częste, ale wraz z przechodzeniem w erę Cesarstwa, stawały się powszechne i wystawne.
Rzymianie, a cesarze w szczególności, doprowadzili autoprezencję do poziomów niewyobrażalnych. Najjaskrawszym przykładem może być niesławny Kaligula, czyli Gaius Iulius Caesar Germanicus. Dziś niektórzy cenią swoje samochody, obwieszając je ozdobami i inwestując duże pieniądze. To nic w porównaniu z miłością cesarza do swojego konia Incitatusa. Wedle Swetoniusza, rumak miał 18 służących, stajnię z marmuru i jadał ze żłobu z kości słoniowej.

3 Kaligula na koniu

„Ach, Lil’ Jon pije ze złotego puchara? Jak słodko.”

Incitatus był też zręcznym politykiem, jak na konia. Kaligula mianował go senatorem, a później nawet konsulem. Cesarz miał zamiłowanie do środków transportu, jego pasją było budowanie gigantycznych statków na małym jeziorze Nemi (rozbijał je potem ze względów ubezpieczeniowych). A także trucie i mordowanie najbliższej rodziny, także, wiecie. Nieprzesadnie miły gość.
Mistrzem ceremonii (MC – dla młodszych) w antycznym Rzymie był zdecydowanie cesarz Heliogabal, czyli Marek Aureliusz Antoninus. W czasie swojego panowania w latach 218-222 n.e. wystawiał gigantyczne uczty, gdzie między innymi można było znaleźć ukryte w potrawach kawałki złota. Jeśli zęby gości ulegały uszkodzeniu przez takie „wkładki”, Heliogabal odwdzięczał się szlachetnymi kamieniami. Od tego ponoć pochodzi określenie „perlisty uśmiech.” No, może jednak nie, ale przyznajcie, ciekawa koncepcja.
Jednak zdecydowanie największym wyczynem tego sybaryty było wydanie uczty podczas której niemalże zadusił swoich gości zrzucanymi z sufitu płatkami róż. Odpowiadając na klasyczne pytanie Matura To Bzdura: tak, kilogram płatków róż to tyle samo, co kilogram ołowiu.

Jedz i popuszczaj pasa

Wystawianie gigantycznych imprez było zawsze dobrym sposobem na zyskanie popleczników. Filip Dobry, książę Burgundii, chciał w 1454 zachęcić możnych do wzięcia udziału w krucjacie przeciw Turkom, którzy rok wcześniej zajęli Konstantynopol. Ucztę (nazwaną Ucztą Bażanta) uatrakcyjniały przedstawienia, słonie i utwory wykonywane przez 24 muzyków z wnętrza… ciasta. Do krucjaty nie doszło.

4 Uczta Bażanta

„Ale za to nowy mixtape księcia zebrał wiele pozytywnych recenzji.”

Średniowieczne rywalizacje na uczty były okazją do pokazania swojego bogactwa. Gdy więc pod Balinghem w 1520 spotkali się Henryk VIII, król Anglii, oraz Franciszek I, król Francji, trzeba było szykować drugą wątrobę.
Ich spotkanie trwało prawie 3 tygodnie, a całość odbywała się w obrębie specjalnego miasteczka namiotowego. Sama „siedziba” angielskiego króla zajmowała 10 000 metrów kwadratowych, a każdy kawałek sukna był przetkany taką ilością złotej nici, że spotkanie przeszło do historii jako Pola Złotogłowia. W czasie uczty zjedzono 2 200 owiec i podobne ilości innych zwierząt, popite setkami beczek wina i piwa, a wszystkiemu towarzyszyły codzienne turnieje. Sam Henryk VIII pojawił się na jednym z nich w zbroi wykonanej z 56 kilogramów złota i 1 100 pereł.
Francja i Anglia już w kilkanaście lat później wróciła do zwyczajowego wojowania, ale co się zabawili, to nikt im nie zabierze.

Większy niż życie

Historia jest pełna postaci, dla których lans był drugim imieniem (a w przypadku Lance’a Armstronga nawet pierwszym). Polski władca August II Mocny panował z przerwą w latach 1697 do 1733 roku. Co prawda nie wzbudzał strachu państw ościennych, ale na pewno był postrachem alkowy. Wedle obiegowych plotek, był ojcem około 300 dzieci, choć oficjalnie przyznał się „tylko” do 11. Prócz licznych romansów dawał też popisy swojej siły, od której to uzyskał przydomek. Łamał podkowy, wyginał żelazo i podnosił swoich sługów nad głowę. Do tego konsumował wielkie ilości jedzenia (60 jaj w czasie jednej uczty) i pił na umór, co czyniło z niego świetnego biesiadnego kompana i, niestety, beznadziejnego króla.

5 August Mocny

„Ale przynajmniej zyskał szacunek na Łazarskim Rejonie.”

August II próbował wzorować się na człowieku, który na swoich barkach oparł całe powodzenie państwa. Mowa oczywiście o Ludwiku XIV, znanym też jako „Król Słońce”. Panujący w latach 1643-1715 monarcha stał się uosobieniem monarchii absolutnej: ponoć z jego ust padło sformułowanie „państwo to ja”. Jeśli ktoś ma czelność tak o sobie powiedzieć, to zdecydowanie nie należy do skrytych i skromnych.
Ego starał się pielęgnować na co dzień w gigantycznym kompleksie pałacowym w Wersalu, liczącym 700 pokoi i tysiące metrów kwadratowych ogrodów z fontannami, które, jeśli włączone, pozbawiały oddalony o 18 kilometrów Paryż wody. Wersal jest równie wielki, co niepraktyczny. Potrawy donoszone na stół były zimne, ze względu na odległość między kuchnią a jadalnią.
Ludwik XIV uwielbiał wystawne stroje i to za jego panowania Paryż stał się światową stolicą mody, wyznaczając trendy w ubiorze na długie lata. Jednocześnie jego nieznający sprzeciwu styl panowania zostawił kraj w ruinie. Kosztowny lans króla zaważył na zaostrzeniu relacji między biednymi i bogatymi, co przyniosło krwawe owoce podczas Rewolucji Francuskiej.
Co przywodzi nas do smutnej konkluzji, ponieważ praktycznie wszystkie wymienienione na tej liście zdarzenia i postaci nie przyniosły zbyt wiele pożytku.

6 Ludwik XIV

„Oprócz świetnej kolekcji zdjęć na Instagrama.”

  • Josia

    brakuje zjazdu gnieździeńskiego

    • uwe

      gnieźnieńskiego patolo